Kilka dni temu zasiadłam z lekką niepewnością do drugiej książki Meggie Stiefvater, ponieważ wydawało mi się, że zapomniałam niemal kompletnie o wszystkim, co wydarzyło się w pierwszej części. Jednak moja pamięć jeszcze nie jest aż tak pokiereszowana i po paru głębszych "przeszukiwarkach" mogłam zabrać się do czytania, bo już mniej więcej kojarzyłam wszystkie fakty.
Jeśli ktoś nie czytał poprzedniej powieści "Drżenie" to odsyłam do księgarni, zachowajmy odpowiednią kolejność:) Głównymi bohaterami są Grace oraz wilk Sam, który obecnie przyzwyczaja się do bycia człowiekiem na pełen etat, czyli dwadzieścia cztery godziny na dobę i jakoś dać sobie radę. Dziewczyna musi również uporać się z paroma problemami, bowiem okłamywanie rodziców to ciężka sprawa, a ona musi pogodzić się z tym, że nie może wyjawić im swojego sekretu. Problemem jest również Isabel, która po stracie brata zżyła się z Grace. Jest również nowa postać, która dość namiesza -chłopak o imieniu Cole.
Znowu muszę przyznać, że pani Maggie ma bardzo lekkie i proste pióro. Potrafi zainteresować i sprawić, że "wejdziemy" w ten świat, który ona nam podarowała, i którym próbuje nas oczarować. Jednak mi nadal czegoś w tym brakuje, mimo iż "Niepokój" bardziej wciągnął mnie, niż pierwsza część, to brak mi tego pazurka, który mają niektóre tego typu powieści. Nie mogę jednak powiedzieć, że czas spędzony przy tej książce i filiżance herbaty uważam za zmarnowany i w ogóle żałuję, że się za to zabrałam, bo tak nie jest. Spędziłam miły wieczór i z pewnością zabiorę się za następną lekturę.
Wydaje mi się, że głównym powodem, dlaczego ta książka spodobała mi się bardziej, niż jej poprzedniczka, to fakt, że pojawił się nowy bohater - niejaki Cole, który z pewnością nie jest cukierkową postaciom. On wprowadza nieco zamieszania do tego skomplikowanego w jakimś stopniu świata i burzy dotychczasowy porządek. Bardzo zaintrygowało mnie to, że w tej części nie wiedziałam, co się stanie za następnych kilka stron - a to dzięki temu nieprzewidywalnemu i nieokrzesanemu osobnikowi. A najdziwniejsze jest to, że z początku Cole strasznie mnie irytował:)
Ja jestem taka zazwyczaj, że gdy kończę nową "udaną" powieść to chodzę przez jakiś czas podekscytowana i cała promienieję, a mimo iż przy "Niepokoju" nie było to aż tak wyraźne, to polecam wszystkim fanom. Na pewno się nie rozczarujecie, a spędzicie mile czas.
Nowa część "Ukojenie" już w kwietniu!
Moja ocena: 7/10 Dobra
"Linger" - Meggie Stiefvater; wyd. Wilga 2011, 360 stron; literatura amerykańska.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Wilga, za co serdecznie dziękuję:)


może być ciekawa
OdpowiedzUsuńJa mam odmienne zdanie dotyczące pierwszej części, nie podobała mi się jakoś specjalnie. Dlatego będę musiała się baaardzo nudzić, że by sięgnąć po "Niepokój". Pozdrawiam i obserwuję :)
OdpowiedzUsuńTeż się za nią zabiorę za niedługo :D Już bym pewnie przeczytała, ale niestety nie było jej w Empiku :/ Muszę odwiedzić inne księgarnie, albo wszystkie Empiki, jakie tylko są w Wawie :P
OdpowiedzUsuńPierwszą część pokochałam. Już nie mogę się doczekać, kiedy dorwę Niepokój
OdpowiedzUsuńPierwsza część to dla mnie cudo. Dwójka była ciekawa, teraz wyczekuję finałowej trójki :) Lubię styl Maggie :)
OdpowiedzUsuńMhm, coraz częściej się właśnie nad nimi (obydwoma częściami) zastanawiam. Mimo że na rynku jest pełno podobnych publikacji, jakoś do niej mnie bardziej ciągnie niż do innych :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie ostatnio zaczęły pojawiać się reklamy tej serii na różnych portalach poświęconych książkom. W ogóle mnie to na początku nie kręciło, nawet po Twojej recenzji pierwszej części cyklu, bo wiem, że naprawdę lubisz paranormal romance, a ja potrzebuję mocnego BUM!, żeby mnie coś zainteresowało na tym polu. Więc tym bardziej się sobie dziwię, że po aktualnym poście na tym blogu jakoś mnie to zaciekawiło. Może zwyczajnie chodzi o to, że fabuła nie wydaje się być oparta wyłącznie na trójkącie miłosnym? (Błagam, niech się nie mylę!) Okładki są bardzo ładne, stonowane, wyraźnie pasują do fantastycznego świata, a przy tym nie wpisują się w ten popularny nurt pięknych kobietek z dziwnymi oczami, jakimś fioletowym tłem i w obcisłym stroju.
OdpowiedzUsuńI też tak mam, że jak przeczytam coś dobrego, to - zależnie od atmosfery książki - albo chodzę świergocząca jak skowronek, albo przybita. Myślę, że wielu ludzi tak ma, znaczy się, tych, którzy kochają książki:)
Przepraszam, że ostatnio nie komentuję tak często, ale mam dużo do nadrobienia na różnych polach.
Swoją drogą (wiem, że już Cię o to pytałam, ale chyba nie odpisałaś), to oglądasz dalej "Pamiętniki wampirów"?
Hej,
Usuńbardzo cię przepraszam, że nie odpisałam, ale jestem obecnie pochłonięta moją maturą oraz pracą maturalną i niestety odbija się to na blogu, a w wolnym czasie wolę jednak coś przeczytać, niż szperać w internecie:)
Oglądam, oglądam jak mam czas... właśnie ostatnio odpuściłam parę odcinków, ale myślę, że któregoś weekendu sobie to nadrobię jednorazowo:)
"Drżenie" było cudowne, więc koniecznie muszę przeczytać "Niepokój".
OdpowiedzUsuńDodatkowo Twoja recenzja jest jak najbardziej zachęcająca :)